Najlepszym sposobem, by poznać prawdziwą Japonię, jej twarz skromnie ukrytą za wachlarzem, obalić stereotypy i błędne wyobrażenia, jest polecieć na Wyspy Japońskie i przekonać się o tym osobiście.
Każdy turysta planujący podróż do Japonii ma przed wyjazdem wrażenie, że sporo o tym kraju już wie: jeździ japońskim samochodem, fotografuje japońskim aparatem, kupuje dziecku japońskie gry komputerowe, a czasem chodzi ze znajomymi na sushi. Gdyby do naszych indywidualnych spotkań z Japonią dodać telewizyjne migawki pokazujące zaskakujące wynalazki z dziedziny elektroniki albo ruszające się jak ludzie roboty, można by uznać, że w tym kraju żyją najlepsi PR-owcy świata. Otrzymujemy bowiem doskonały wizerunek kraju na wskroś nowoczesnego, na każdym kroku stosującego wynalazki techniki i elektroniki, kraju żyjącego przyszłością. Niestety, a może na szczęście, to tylko niewielka część rzeczywistości.
Kultura masowa, często pochodząca z pracowni japońskich grafików, całymi garściami czerpie z historii Japonii. Postaci brutalnych samurajów, okrutnych szogunów i wygimnastykowanych wojowników ninja są obecne w grach komputerowych, zapełniają półki sklepów z zabawkami i umysły zarówno dzieci, jak i dorosłych. W wielu japońskich miastach i wsiach znajdują się zabytki związane z faktami historycznymi, które pobudzają wyobraźnię nie tylko miłośników gier. Szukamy więc samurajów. Dzisiaj można ich jeszcze spotkać w miasteczku filmowym Uzumasa, pod Kioto, gdzie pozują turystom, a grupa ninja popisuje się zręcznością i walką na niby. Nie dziwi więc fakt, że wielu turystów szuka w sklepach kopii oryginalnych mieczy samurajskich.
Najpotężniejszym dowódcą Japonii, który nie będąc cesarzem, posiadł ogromną władzę, był szogun Tokugawa Yaesu. Dzięki odwadze i sprytowi udało mu się zjednoczyć skłócone prowincje Wysp Japońskich i zbudować podwaliny jednego państwa. Zarówno jego zamek w centrum Kioto, jak i mauzoleum w Nikko, którego wystrój i zdobienia nie mają sobie równych w całym kraju, odwiedzają codziennie tysiące turystów. Ten szogun, którego wnuki i prawnuki rządziły krajem aż do połowy XIX wieku, po swojemu rozumiał jednak obronę przed zagrożeniem zewnętrznym: zamknął po prostu Japonię przed wszelkimi przybyszami z zagranicy. Coś z tego dystansu do obcych pozostało w mentalności Japończyków. Wrażenie to łagodzi jednak uprzedzająca grzeczność w chęć pomocy zbłąkanemu turyście.
Sushi na śniadanie
Na ulicy miast japońskich zadziwiają szczupłe sylwetki tubylców. To zasługa kuchni bogatej w morskie wodorosty i ryby, ryż oraz warzywa. Kiedy zaczyna doskwierać głód warto poszukać baru lub restauracji. Często znajdują się one w podziemiach stacji kolejowej albo w pasażach handlowych. Obawa, że nie dogadamy się z kelnerem okazuje się nieuzasadniona. Przed każdym lokalem znajduje się gablota z potrawami znajdującymi się w menu, ale są one wykonane … z plastiku. Wystarczy więc tylko pokazać palcem tę, która wygląda na smaczną albo na najbardziej egzotyczną i chwycić za pałeczki. Większość potraw nie jest znana poza granicami Japonii, a więc dla odważnych smakoszy to wspaniała okazja do spróbowania czegoś nowego. Można zacząć już od hotelu, w którym poza typowym śniadaniem europejsko-amerykańskim, na osobnych stołach znajdziemy te przeznaczone dla miejscowych: zupa miso – ryżowa z tofu, pikle, sałatki, smażone ryby, prasowane wodorosty, a czasem znane nam sushi. A wszystko obficie przyprawione sosem sojowym.
W okolicach Osaki warto spróbować różnych odmian omletu: okonomiyaki, który smaży się własnoręcznie na swoim stole zamienionym w patelnię. Nie można pominąć restauracji oferującej potrawę tempura: smażone na oleju owoce morza i warzywa, a wśród nich często korzenie lotosu. Sporo potraw jest „pożyczonych” z Chin: rosół z „wkładką” czyli ramen, różne gatunki mięsa z orzechami lub grzybami w sosach słodko-kwaśnych. Swojsko smakują pierożki – gyoza. A jeśli dopadnie nas nostalgia za czymś znajomym, zawsze można wpaść do baru na hamburgera, spaghetti czy kotlet schabowy.
Niektórzy marzą o większej dawce adrenaliny na talerzu – trującej rybie fugu. jednak obecnie serwowanie jej w restauracjach jest zabronione przez prawo. Jedzenie jej przypominało rosyjską ruletkę – nierzadko pechowy uczestnik uczty kończył życie siedząc jeszcze za stołem.
Kąpiel w beczce
Japonia leży na dość niestabilnym gruncie. Większość jej terytorium zajmują pasma górskie pochodzenia wulkanicznego. Z prawie 160 wulkanów, około 50 jest czynnych. Wiele jest czczonych przez wyznawców miejscowej religii – shinto. Jest wśród nich jeden, ten najwyższy – Fuji-san, bo taką nazwę nosi znajoma nam Fuji-yama. Od wieków ta góra przyciąga nie tylko pielgrzymów, ale i artystów malujących setki jej wizerunków. Nawet współcześni specjaliści od reklamy postanowili wyeksponować piękno Fuji, która stała się symbolem Japonii, rozpoznawalnym na całym świecie. Nie może jej zabraknąć także na trasie wycieczki każdego ambitnego podróżnika. Turystom z zagranicy odradza się jednak wspinaczkę na szczyt. Można tego dokonać tylko w miesiącach letnich, ale idzie się wtedy w tłumie tysięcy piechurów. Najlepiej więc zobaczyć zapadający w pamięć stożek z pewnej odległości.
Gdzie wulkany, tam występują też źródła wód mineralnych. Kultywujący czystość Japończycy wykorzystywali od wieków ten fakt. Przed II wojną światową, gdy nie sprowadzono jeszcze z Ameryki nowoczesnych łazienek i toalet, mieszkańcy wysp chodzili do dzielnicowej łaźni, często zasilanej wodą z gorącego źródła. Jeszcze dzisiaj przy wąskich uliczkach starych dzielnic Kioto, czy Nagasaki można znaleźć logo oznaczające ten przybytek czystości – onsen. Baseniki z wodą o różnej temperaturze, nastrój przez wieki pielęgnowanej ceremonii kąpieli, cisza i skupienie się na porządnym oczyszczeniu ciała. Tradycyjne łaźnie są jednocześnie oazą w środku miast przepełnionych ludźmi i samochodami. Niektóre z onsenów wyposażono w głębokie wanny wypełnione lodowatą wodą, a czasem na świeżym powietrzu stoi jednoosobowa beczka dębowa, w której można zażyć chwilowej, dość gorącej ablucji.
Onseny to relikt z przeszłości. Dzisiaj każda, nawet średnio sytuowana rodzina, ma nowoczesną toaletę. Zagranicznych turystów nieprzywykłych do takich wynalazków, mogą one wprawić w zakłopotanie, a czasem i panikę. A to za przyczyną minikomputera z wieloma przyciskami, który odpowiada za temperaturę deski klozetowej, za funkcjonowanie różnych małych pryszniców, a także za dźwięki przypominające np. szum morza, które mają zagłuszyć to, co dzieje się w tym intymnym pomieszczeniu.
Pociągi nie z tej ziemi
„Być w Japonii i nie przejechać się superexpressem to wielka strata. – Jeśli chodzi o logistykę zwiedzania tego kraju o ok. 3 tysiącach km długości, przejazdy pociągiem wydają się najlepszym rozwiązaniem” – zapewnia Teresa Górecka, prezes LogosTour, biura turystyki organizującego wycieczki do Japonii. – Nasi turyści są zachwyceni taką formą podróżowania, zamiast tradycyjnego autokaru. Największy podziw wzbudzają shinkanseny. Są szybkie, czyste, wygodne i niezwykle punktualne” – dodaje Górecka.
Punktualność expressów mierzy się w Japonii każdego dnia i podlicza pod koniec roku. Rekordowy wynik to opóźnienie średnio 6 sekund/pociąg na 160 tysięcy pociągów w ciągu roku – uwzględniając wszelkie przestoje, głównie z powodu warunków atmosferycznych albo technicznych. Czy taką średnią będą miały także planowane japońskie pociągi JR-Maglev, które rozwijać mają prędkość ok. 580 km/h? Przekonamy się o tym niebawem.
Szybko, nawet prawie 300 km/h, przesuwające się za oknem krajobrazy, konduktorzy w białych rękawiczkach, kłaniające się hostessy rozwożące napoje i przekąski, wszystko to pozwala wypocząć między jednym punktem zwiedzania a drugim. W pociągu expressowym znajdziemy nawet wagony dla pasażerów ceniących ciszę: nie wolno tam rozmawiać przez komórkę, głośniki zapowiadające komunikaty są wyciszone. Bilety na każdy pociąg, nawet dalekobieżny, można kupić w elektronicznym automacie. Automaty są obecne we wszystkich środkach lokomocji. W Japonii podróżuje się bez obawy, że zostaniemy przyłapani na jeździe bez biletu. Kontrolera zastępują bowiem bramki przy wyjściu, które zabierają zużyte już bilety pasażerom wychodzącym ze stacji. Nie zdążyłeś kupić wcześniej biletu, kupujesz go dopiero po zakończonej podróży, przy wyjściu.
Krowa na ołtarzu
Największe miasta japońskie: Tokio, Osaka, Kioto, Nagoja, nie wyróżniają się ciekawą architekturą. Jak rodzynki w cieście między betonowe bloki powtykane są pojedyncze przykłady nowoczesnej architektury. Odnosi się wrażenie, że estetyka budownictwa nie ma dla zapracowanych i wiecznie spieszących się Japończyków żadnego znaczenia. Inaczej jest z przybytkami kultu religijnego. Tam właśnie, w drewnianych budynkach i ogrodach otaczających chramy shinto oraz świątynie buddyjskie tkwi genius loci, magiczny duch opiekuńczy, dzięki któremu cząstka dawnej Japonii przetrwała.
A okazji - by opuścić zatłoczone ulice i przenieść się do wypielęgnowanych ogrodów klasztornych, w których stoją liczne kaplice - jest wiele. Zwłaszcza w Kioto i w położonej niedaleko miejscowości Nara. Różnią się one diametralnie od chrześcijańskich kościołów, różnią się także bardzo między sobą. Dzięki temu ich zwiedzanie nigdy nie nuży. Bo czy zaglądający do wnętrza turysta spodziewałby się na ołtarzu chramu shinto zobaczyć np. figurkę lisa lub potężny posąg odpoczywającej krowy? Takich zaskakujących przedmiotów kultu jest więcej.
Niewyrafinowana rozrywka
Chodząc po ulicach japońskich miast, obserwując zachowanie ich mieszkańców, turysta odnosi wrażenie, że pewnie nie ma na świecie bardziej skromnego i kulturalnego narodu. To jedna strona medalu. Chcąc mieć pełniejszy obraz mieszkających tu ludzi, trzeba koniecznie chociaż jeden wieczór spędzić w dzielnicy rozrywki, które znajdują się w każdym większym mieście. Poza restauracjami i piwiarniami, natkniemy się tam na tajemnicze lokale przyciągające tak młodych, jak i starszych . To różnego rodzaju „salony”, w których spokojni urzędnicy, zapracowani robotnicy czy przemęczeni nauką studenci tracą zarówno ostatnie poczucie wstydu, jak i pieniądze. Często dorabiają w nich grzeczne na co dzień uczennice, co w Japonii nie spotyka się z potępieniem.
Jednak najbardziej rozwijającą się gałęzią rozrywki jest hazard. Salony automatów do gry zwane pachinko rozświetlają kolorowymi neonami okolice dworca w każdym regionie Japonii. Ogromne, wielopiętrowe kombinaty z zaskakująco szeroką ofertą gier komputerowych, wirtualnych wyścigów samochodowych i setek innych tego typu wynalazków, jak grzyby po deszczu wyrastają w dzielnicach handlowych. Tłoczą się przy ich wejściu tłumy dziewcząt i chłopców. Nie widać tam natomiast turystów. A czego szukają turyści?
Oczywiście gejszy. Cierpliwym się poszczęści – trzeba bowiem „zapolować” na nią z aparatem fotograficznym jak na rzadki okaz. Młode adeptki tej wielowiekowej sztuki zabawiania gości przemykają wieczorem wąskimi uliczkami starego Kioto. Wokół ich zajęcia i trybu życia powstała otoczka tajemnicy, której żaden Japończyk nie ujawni. Jeśli nie spotkamy prawdziwej gejszy, nie trzeba tracić nadziei – każda turystka może pójść do specjalnego salonu, w którym fryzjer, stylista i krawcowa zrobią z niej bardzo udaną kopię. Można wtedy w barwnym kimonie, peruce z czarnych włosów i zaskakującym makijażu wybrać się na spacer po mieście, pozując zachwyconym turystom, którzy nie domyślą się prawdziwej natury uroczej modelki.
INFORMACJE
Formalności
Obywatele polscy nie potrzebują wizy. Obowiązuje zakaz wwożenia żywności pochodzenia zwierzęcego.
Jak dojechać
Nie ma bezpośrednich połączeń między Polską a Japonią. Najprościej jest polecieć z przesiadką, w którymś z dużych miast europejskich np.: Moskwie, Helsinkach, Istambule lub Monachium. Cena biletu lotnicznego w zależności od sezonu to kwota od ok. 2000 PLN do ok. 4000 PLN w jedną stronę.
Z wycieczką. Wyjazdy objazdowe po Japonii organizuje np. LogosTour (www.logostour.pl). W programie zwiedzania m.in.: Tokio, Hiroszima, Kioto, Osaka. Cena w zależności od terminu wynosi: 10 360 PLN lub 9860 PLN.
Pogoda
Wyspy japońskie rozciągają się prawie 3000 km z północy na południe. Z tego też powodu, zależnie od miejsca i wysokości, temperatury różnią się w ciągu pięciu pór roku – wiosna, pora deszczowa, lato, jesień, zima. Najprzyjemniej jest na wiosnę: od marca do końca maja. Czerwiec, lipiec i sierpień – to upalne miesiące z krótkimi ulewami. Jesień - od września do listopada - jest najczęściej ciepła. Bardzo atrakcyjny dla turystów okres kwitnienia wiśni przypada na przełom marca i kwietnia. Od listopada – czerwienią się klony.
Czas
W Japonii obowiązuje na wszystkich wyspach jednolity czas; różni się on od czasu w Polsce o 7 godzin do przodu (od 22 marca do 21 października) i 8 godzin do przodu (22.10. do 21.03.).
Elektryczność
W japońskich hotelach napięcie wynosi 100 V, 50 Hz. Wtyczki do kontaktu są inne – posiadają dwa płaskie bolce, jak w USA. Suszarki i golarki bez zmiennika napięcia prądu nie będą działać.
Waluta
Jednostką płatniczą jest jen = JPY. Kurs jena waha się i wynosi ok. 80-100 JPY = 1 USD. Dobrze wziąć w podróż banknoty euro lub dolary USA (w dobrym stanie, wydane po 2000 r.), które można wymienić np. w recepcji hotelowej. Wymiana w banku wiąże się z długotrwałą procedurą. Najbardziej powszechne międzynarodowe karty kredytowe (Visa, MasterCard, American Express) są w praktyce akceptowane (rzadko jednak na bazarach, targowiskach). Japonia to wciąż kraj gotówki.



